Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 października 2013

Śmieciowa Uwaga

Z dużym zaszokowaniem oglądałem program Uwaga (na kanale TVN i Uwaga po Uwadze na TTV) poruszający tematykę ustawy śmieciowej (klik). Tym tematem przy długi czas w czerwcu i lipcu żyły polskie media oraz Polacy. Zmienia ona całkowicie dotychczasowa politykę względem odpadów komunalnych. Liczyłem, że dziennikarze programu Uwaga potraja się omówić dotychczasowe funkcjonowanie ustawy rzetelnie. Myliłem się! Prowadzący od samego początku sprawiał wrażenie występowania z góry założoną tezą - ustawa to zło! - i w miarę trwanie programu, było to widać co raz bardziej.

Na poparcie tezy, że ustawa jest zła i to ona jest winna wszystkim nieprawidłowościom, podawano przykłady m.in. z Hrubieszowa, gdzie śmieci wywożone są raz na kwartał, małe różnice pomiędzy ceną za wywóz odpadów posegregowanych i zmieszanych, rożne kolory worków/pojemników na te same rodzajów śmieci, w zależności od gminy. Zarzuty słuszne, ale to nie ustawa jest przyczyną!

Każda gmina została zobowiązana do stworzenia regulaminu utrzymania czystości na swoim terenie. Ustawodawca dał samorządom duże pole manewru, pozwalając im na swobodne ustalanie poziomu opłat wnoszonych za usługę, ilości sortów poszczególnych odpadów i wielu innych szczegółów. I to właśnie samorządy są winne temu bałaganowi.

Każdy chce płacić jak najmniej, to też radni, mając na uwadze zbliżające się wybory, postawili sobie za cel ustanowienie jak najmniejszych opłat za wywóz śmieci. Niestety skutkuje to tym, że usługa jest wykonywane byle jak, a śmieci tak naprawdę mogą trafiać byle gdzie. Niestety, ale jakość prawie zawsze idzie w parze z ceną, na odpadach komunalnych da się zarobić, ale te sumy są tylko częścią kosztów, jakie trzeba wyłożyć, aby nie stanowiły one niebezpieczeństwa da środowiska naturalnego.
Oczywiście i tak nie obyło się bez lamentu, że w Polsce odbiór śmieci jest droższy lub na podobnym poziomie, w innych państwach UE (klik, klik). A głównym kryterium przy wyborze firmy odbierającej i zagospodarowującej odpady była oczywiscie cena.

Redaktorzy pokazali również zdjęcie z dzikich wysypisk śmieci, jakie bardzo często można spotkać w naszych lasach. Stały się kolejnych argumentem potwierdzającym tezę, że ustawa nie działa. Oczywiście jest to półprawda. Owszem, zdarza się, że odpady jak trafiały do lasu tak dalej tam trafiają, ale weźmy pod uwagę, że obowiązek odbioru śmieci od każdego mieszkańca funkcjonuje od niecałych 4 miesięcy. To stanowczo za mało, aby zlikwidować tę patologię, oraz - co ważniejsze - tak kategorycznie oceniać ustawę śmieciową. Ponad to, wejście nowego prawa w życie (to skrót myślowy, ustawa de facto funkcjonuje od ponad półtora roku) nie spowodowało zniknięcia starych dzikich wysypisk jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Na to potrzeba czasu. Tak naprawdę nowe regulacje będziemy mogli ocenić najwcześniej po roku ich funkcjonowania.

Jako wzorcowy przykład dobrej organizacji odbioru i zagospodarowania odpadów podano Niemcy. Ten kraj rzeczywiście ma duże osiągnięcia na tym polu, jest europejskim liderem. W materiale Uwagi pokazano np. kosze na śmieci z wbudowanymi czipami, które precyzyjnie naliczają opaty za kilogram wytworzonych, nieposegregowanych śmieci. System bardzo fajny, dokładny, ale drogi przy uruchomieniu. A, jak wcześniej napisałem, głównym kryterium wyboru firm była cena, mieszkańcy przecież chcieli płacić jak najmniej.

I właśnie na przykładzie Niemiec dokładnie widać, dlaczego u nas jest drożej. Otóż ten kraj politykę segregacji i odzyskiwania surowców wtórnych prowadzi od 20 lat, posiada sprawdzone procedury, odpowiednia infrastrukturę i uświadomionych mieszkańców. W Polsce tego dramatycznie brakuje. Regulacje prawne możemy od Niemców kopiować, i to się dzieje, choć należy mieć na uwadze, że nie każdy paragraf da się dokładnie skopiować. Lokalna specyfika może być zupełnie odmienna i trzeba brać na to poprawkę. Dajmy sobie w tej materii trochę czasu na "dotarcie" ustawy.

Jak zbudować odpowiednią infrastrukturę - PSZOKi, sortownie, spalarnie, itp.? W przypadku religii "najniższej ceny" jest to bardzo trudne. Oczywiście można korzystać ze środków unijnych, ale one mogą stanowić tylko cześć nakładów, które trzeba ponieść na stworzenie całej sieci odpowiednich instalacji. Porównujemy ceny wywozu odpadów z państwami, w których te instalacje już od dawna istnieją, nie muszą ponosić nie małych nakładów na ich budowę. Ponad to, maja znacznie wyższy współczynnik odzysku surowców, na czym można zarobić nie małe pieniądze klik. Przekłada się to na koszty funkcjonowanie całego systemu. Niestety, ale musimy przyjąć do wiadomości, że na początku zapłacimy znacznie więcej, dlaczego? Dlatego, ze inni już na śmieciach zarabiają, a my wciąż nie, a żeby to tego stadium dojść musimy nie mało wydać, a pieniądze nie biorą się z powietrza.

Na zakończenie programu Uwaga po Uwadze (kanał TTV) oddano głos, szkoda że na krótko, zaproszonym gościom (niestety nie mogę znaleźć ich nazwisk). Jeden z nich, dziennikarz, podsumował program stwierdzeniem, że poruszane w programie wątki tak na prawdę nie stanowią wielkiego problemu, są wręcz marginalne. Prawdziwa patologia kryje się gdzie indziej, w zorganizowanych grupach przestępczych. O tym zagrożeniu w czerwcu w POLITYCE pisał Piotr Pytlakowski. Reporterzy Uwagi nie poświęcili temu tematowi nawet minuty. Wielka szkoda, że ten racjonalny głos całkowicie zaginął w bełkocie prowadzącego.

piątek, 20 września 2013

Krytyka wewnętrzna

Znów ideały sięgnęły bruku. Podziwiana i chwalona przeze mnie Krytyka Polityczna, odsłoniła swą prawdziwą gębę. Jeden z jej najlepszych felietonistów - Tomasz Piątek, został pomówiony o "donosicielstwo" przez nieskalane kłamstwem usta Wildsteina, na co redakcja "Dziennika Opinii" (redagowanego przez KP) odpowiedziała zakończeniem współpracy z Piątkiem. Co było dokładnym powodem takiej decyzji? Ano, Piątek postanowił dokonać normalnej - w normalnych krajach, oczywiście - akcji konsumenckiego oporu, mianowicie rozesłał do firm reklamujących się w tygodniku "Do Rzeczy" (pieszczotliwie nazywanym "Od Rzeczy") mail z pytaniem czy są świadome prowadzonej przez tygodnik obrzydliwej kampanii, popierającej faszystowskie prawo wprowadzone przez Putina. Celem tej akcji miałoby zmuszenie tych firm do zaprzestania wykupywanie reklam w tym tytule.

Muszę przyznać że wiele razy nie zgadzałam się z argumentami i tezami zawartymi w tekstach Tomasza Piątka, przykładem może być choćby nie tak dawny tekst dotyczący GMO. Kontrowersje, które wzbudził zmusiły redakcję KP do oficjalnych przeprosin. Ale wiele jego innych tekstów doskonale wpisywało się w sedno poruszanych problemów. Język - często dosadny - stanowił jeden z najlepszych oręży jakim KP dysponowała w dyskursie ze swoimi adwersarzami. Jeśli chce się zmieniać kraj, rzeczywistość, trzeba do ludzi mówić językiem zrozumiałym dla większości. Niestety, liczba osób mieszkających w Polsce, będacych w stanie zrozumieć, np. niektóre intelektualne wywody innego felietonisty - Cezarego Michalskiego - jest niewielka, i absolutnie nie wystarczająca do dokonania zmian za pomocą mechanizmów demokratycznych, a więc wolą większości. Tak mimochodem wspomnę, że "druga strona" nie ma żadnych skrupułów i nieustannie wylewa hektolitry pomyj na wszystkich, śmiących mieć choć odrobinę inne zdanie. W najmniejszym stopniu nie przejmując się przeprosinami.

A właśnie przeprosiny stały się wymówką, uzasadniającą wyrzucenie felietonisty z "Dziennika Opinii". Wielka szkoda, że "idealiści" z KP, porzucili przyjaciela na pastwę losu, obawiając się podobnej akcji ze strony prawicy - pozwolę sobie zacytować fragment maila, jaki Tomasz Piątek otrzymał po wyrzuceniu go ze stanowiska:
Przez to, co zrobiłeś każdy prawicowiec mógłby zacząć pisać listy
do każdego naszego grantodawcy zniechęcające go do finansowania nas i czuć się w tym usprawiedliwiony. Wystarczy, że młody Wildstein swoje zarzuty, że jesteśmy antysemitami (stawiał takie), zamiast na blogu napisze w liście do szefów jednej z kilku niemieckich fundacji, które przyznają nam środki na różne działania. Szczególnie za granicą nikt nie musi wiedzieć, czy nas okradziono czy myśmy ukradli, i gdyby kilku znaczących ludzi z Polski, np. były szef telewizji publicznej Wildstein i były szef najdłużej ukazującego się dziennika w Polsce Lisicki i były minister kultury Ujazdowski takie listy podpisywali, to mogą nam bardzo zaszkodzić.

Swoja drogą, bardzo zastanawia mnie poziom "niemieckich granatodawców", którzy mieliby dać wiarę wyssanym z palca oszczerstwom, podpisanym nawet przez - na pozór - wiarygodne osoby, bez dokładnego sprawdzenia, czy stawiane zarzuty są prawdziwe.

Po raz kolejny okazało się, że dla kawiorowej lewicy, krytykującej pogoń za pieniądzem oraz wypaczenia brutalnego kapitalizmu, znacznie ważniejsza jest kasa, niż cierpienia młodych ludzi.

Droga Krytyko Polityczna, wielki, na prawdę wielki minus.

Dla zainteresowanych link do relacji Piątka, oraz wpis Adama Ostrolskiego.

niedziela, 27 listopada 2011

Intelektualne wygibasy

W sobotnim wydaniu Rzeczpospolitej w dodatku PlusMinus opublikowano artykuł Stefana Sękowskiego "Dwie strony jednej monety", który jest przykładem myślenia prowadzącego w ślepą uliczkę. Autor opisuje środowiska lewicowe i prawicowe w Niemczech, wyraźnie gloryfikując i preferując te drugie. Wypunktowuje przestępstwa popełniane prze faszystów i nacjonalistów niemieckich, i porównuje je z dokonaniami terrorystów z RAF. Wszystko to podsumowuje jednym zdaniem:
Brunatni terroryści w Niemczech nie zrobili niczego, czego wcześniej nie zrobiłaby skrajna lewica.
Poczułem się porażony. Wpierw opowiedziano mi o mordowaniu urzędników państwowych, pobiciach, napadach na banki i wielu innych przestępstwach i występkach lewaków, uzupełniono to danymi statystycznymi - z którymi nie będę polemizował, nie mam żadnej wiedzy na ten temat - a następnie w prostacki sposób usprawiedliwiono kilka morderstw na obcokrajowcach, zastrzelenie policjantki, obrabowanie kilku banków oraz nie wiadomo co jeszcze.

Jeżeli ruch narodowców, często przechodzący w jawny faszyzm jest tak nieszkodliwy, jak starają się nam usilnie udowodnić prawicowi publicyści i cała masa ich popleczników, to czemu zniżają się do poziomu zwykłych kryminalistów? Antife i inne skrajnie lewicowe organizacje obsmarowuje się bez żadnych wyrzutów sumienia, przeciwną stronę natomiast usprawiedliwia się za wszelką cenę. Jeżeli ktoś jest mądrzejszy, dojrzalszy i bardziej odpowiedzialny od swego antagonisty, bądź też za takiego się uważa, powinien wiedzieć co mu przystoi, kiedy powiedzieć "STOP!". Wtedy można bez żadnej moralnej dwulicowości wypominać błędy. W mniemaniu pana Sękowskiego skrajne prawicy to nie dotyczy, ba! powiem więcej, nie dotyczy to całej prawicy!

Ten artykuł odbieram jako kolejną nieudaną próbę odwrócenia uwagi od odpowiedzialności środowisk prawicowych za wydarzenia z 11 listopada. Próbę niskich lotów, chcąc wybielić własne gniazdo obnażono jego jałowość intelektualną i zaściankowość. Jeżeli chcemy kogoś pouczać nie róbmy tego samego,  są to szczyty hipokryzji. Zamiast bić się w piersi, próbują szukać na siłę wytłumaczenia, alibi. A najdziwniejszy jest fakt że próbują go znaleźć u Niemców, tych samych którymi bezpośrednio po zamieszkach w stolicy straszyli rodzimą opinię publiczną.
Zgodzę się tylko z jednym, przyzwolenie płynące z góry tylko zaostrza napiętą już sytuację, powoduje eskalację konfliktu, ośmiela obie strony do co raz ostrzejszych reakcji. Wątpliwej jakości argumenty autora, jak i skandaliczne przytoczone tu zdanie z publikacji, klasuje ten artykuł w zakładce "podżegacze".

wtorek, 15 listopada 2011

Śmiech i kamienie

Osoby publiczne w naszym kraju upodobały sobie dziwny zwyczaj publicznego wygłaszania - ich zdaniem - śmiesznych żartów, bądź też nieukrywania rozbawienia w sytuacjach, w których większość osób nie dostrzega niczego śmiesznego. I tak byliśmy już raczeni dowcipami w stylu "Czy prostytutka może być zgwałcona?" (nieżyjący już Andrzej Lepper), "Z gejami dajmy sobie spokój, ale na lesbijki to bym sobie popatrzył (były poseł Węgrzyn cytował żart posła Andrzeja Czumy, swego czasu ministra sprawiedliwości, o czym rzadko kiedy się pamięta, pierwszy poniósł karę, drugi nie), a ostatnio cała sala plenarna pękała ze śmiechu po wygłoszeniu przez Roberta Biedronia słów "To jest chwyt poniżej pasa". Nie bez znaczenia był tu fakt że Pan Biedroń nie ukrywa swojej orientacji homoseksualnej.
Sam śmiech nie byłby jeszcze tak bardzo oburzający, ale już tłumaczenie tego zachowania jest żenujące. Pani Pitera mówiąc że ta konkretna osoba kojarzy jej się tylko z jednym, "z rozporkiem" (słowa Pani poseł), mówiła chyba to co jej ślina na język przyniosła, wygadywała banialuki nie pasujące zupełnie do powagi piastowanego przez nią urzędu. Niegdyś nieustraszona tropicielka korupcji, nepotyzmu i wszelkich nieprawidłowości, dziś sama sprowadza się do roli sejmowej komediantki z słabym poczuciem humoru. Można pokusić się o opinię że zapał do pracy oraz kompetencja, w przypadku polskich polityków, maleje wprost proporcjonalnie do wysokości stanowiska i płynących z tego tytułu apanaży.
Kolejnym niedojrzałym tłumaczeniem popisał się poseł Niesiołowski. Mianowicie stwierdził że rozbawienie, z którym nie krył się po wypowiedzi Pana Biedronia były spowodowane "jego obrzydliwym uśmieszkiem, którym prowokował" (nie dokładny cytat). Przywołam tu zdarzenie sprzed lat, gdy poseł Żelichowski stojąc na mównicy sejmowej użył sformułowania "Wysoka Izbo, nie po raz pierwszy staje mi...", przerwały mu śmiechy. Wątpliwe aby chodziło mu o pewną czynność organizmu, podobnie jak wątpliwe żeby Panu Biedroniowi chodziło o to o czym myśleli posłowie.
Pewna komercyjna telewizja zwróciła na zachowanie wybrańców narodu szczególną uwagę, i nie wiadomo jak długo jeszcze eksploatowała by ten temat gdyby nie pojawiło się coś lepszego - zamieszki "z okazji" 11 listopada. Od razu zadeklaruję - jestem lewakiem. Na placu Konstytucji rozrabiała hołota zaproszona (nie koniecznie oficjalnie) przez organizatorów Marszu Niepodległości, inicjatywy środowisk narodowo-radykalnych. Ludzie Ci nie odcięli się od zadymiarzy, którzy spowodowali spore straty materialne oraz doprowadzili do obrażeń ciała kilkudziesięciu osób, nie zrobili tego z jasnego powodu, w pewien sposób im na tym zależało. Organizacje lewicowe miały zamiar ów Marsz zablokować, a kibole i zamaskowani przestępcy mieli stanowić siłę przełamującą, mieli tłuc lewaków, jednak coś poszło nie tak i tłukli policję. Jeszcze tego samego dnia, jeden z zaproszonych do stacji TVPinfo ekspertów pokusił się o stwierdzenie że cie ludzie, którzy demolowali centrum warszawy, zrobili to ponieważ zostali sprowokowani przez organizatorów Kolorowej Niepodległej. Zapytam się czym zostali sprowokowani? Tym że chcą radosne święto spędzić inaczej niż narodowcy, wykrzykujący szowinistyczne, rasistowskie i ksenofobiczne hasła nie ponoszący z tego tytułu żadnych konsekwencji? Na szczęście dla tego Pana, opowiadanie bzdur w normalnych krajach jest karane tylko ostracyzmem.
Następnego dnia środowiska prawicowe rozpoczęły kłamliwą akcję propagandową mającą na celu odwrócenie uwagi od zajść podczas Marszu Niepodległości, a skierowanie jej na fakt aresztowania grupy kilkudziesięciu aktywistów niemieckiej Antify. Typowe odwracanie kota ogonem, granie na narodowych resentymentach, straszenie obcymi, tylko po to aby uzyskać chwilowe korzyści, aby skołować mało zorientowaną w szczegółach większość opinii publicznej, a dzięki temu rozegrać całą śmierdzącą i kompromitującą narodowo-prawicowe hasła sprawę na swoja korzyść. Jednym z głównych piewców tego "frontu straszenia Niemcem" jest europoseł Ryszard Czarnecki. Nie chcę odmawiać mu prawa do wypowiadania się w ważnych krajowych sprawach, ale powinien to czynić w sytuacjach gdy ma do powiedzenia coś poważnego. Zasiadając w europarlamencie pobiera wynagrodzenia rzędu 40 tys zł miesięcznie, a jednak przeciętny Polak może odnieść wrażenie że większość czasu spędza na krajowej scenie politycznej, europejska traktując tylko jako źródło ciężkiej gotówki.
Im dłużej państwo będzie tolerowało wybryki środowisk narodowych, tym częściej takie sytuacje będą się powtarzać. Nasz kraj został boleśnie doświadczony przez narodowościowe uprzedzania, obecna sytuacja na świecie nie ułatwia zażegnywanie narodowych resentymentów, niepewność i strach powoduje obronną rekcję w postaci odrzucania wszystkiego co obce. A przykład płynie z góry. Panowie i Panie na Wiejskiej, opanujcie swe wulgarne i prostackie zachowania, przyzwalanie na agresję, werbalną i jak i czynną, może w przyszłości obrócić się przeciwko wam.